Zakończmy spór o wiek emerytalny jego likwidacją

Kwestia wieku emerytalnego budzi w Polsce emocje od prawie pięciu lat. Przedłużający się bezowocny konflikt w tej sprawie uwidacznia potrzebę przyjęcia rozwiązania, które będzie chronić i równoważyć interes gospodarki, finansów publicznych, a przede wszystkim obecnych i przyszłych emerytów.

Decyzja o wydłużaniu wieku emerytalnego ogłoszona tuż po wyborach parlamentarnych w 2011 r. była odpowiedzią na niekorzystne tendencje demograficzne zachodzące od paru dziesięcioleci. Już w 1989 r. współczynnik dzietności ogólnej spadł poniżej granicy prostej zastępowalności pokoleń, w 2003 r. osiągając najniższy poziom równy 1,2 dziecka na kobietę. Oznacza to, że siła liczebna rocznika 1983 wynosiła ponad 723 tys., a 30 lat później urodziło się niecałe 370 tys. dzieci.

Emerytura a wymiar skladki 560 369x290 Zakończmy spór o wiek emerytalny jego likwidacją

Jak nietrudno policzyć, w czasie gdy na emeryturę przejdą osoby urodzone w roku, w którym wahadłowiec Challanger po raz pierwszy wzbił się w przestrzeń kosmiczną, na wypłatę ich świadczeń będą pracowały osoby z niemal dwukrotnie mniej licznego rocznika. Co prawda po 2003 r. nastąpiło odbicie wartości wskaźnika dzietności, lecz było ono nieznaczne – obecnie współczynnik ten kształtuje się na poziomie 1,3.

Poza niską dzietnością źródłem problemów systemu emerytalnego jest również skądinąd pozytywne zjawisko – wydłużanie się życia.

Przy niezmienionym wieku przechodzenia na emeryturę powoduje to, że świadczenie pobiera się przez coraz dłuższy okres. O ile w 1965 r. kobiety przeciętnie przeżywały na emeryturze 8 proc. okresu swojego życia, to 40 lat później spędzały na już 30 proc. życia na emeryturze. W takiej sytuacji nawet przy stałym poziomie urodzeń zwiększa się liczba pobierających świadczenia w relacji do pracujących.

Konsekwencje dla gospodarki

Oczywiście ma to przełożenie na gospodarkę i stan finansów publicznych. Dzięki stopniowemu wydłużaniu wieku emerytalnego już w 2020 r. na rynku pracy pozostałoby o 1,032 mln więcej osób niż w przypadku utrzymania starego wieku emerytalnego (65 lat dla mężczyzn i 60 lat dla kobiet). To istotne, bo do tej pory rosnąca liczebność osób w wieku produkcyjnym oraz coraz wyższy wskaźnik ich aktywności zawodowej przyspieszał roczne tempo wzrostu polskiej gospodarki nawet o 1-1,5 pkt. proc.

Czas renty demograficznej, czyli okresu, w którym niska dzietność przynosiła więcej korzyści (mniejsze koszty edukacji oraz utrzymania dzieci), niż wynosiły koszty związane ograniczaniem liczby pracujących i powiększającym się gronem emerytów, dobiegł jednak końca. Oznacza to, że jeśli nie zmienimy m.in. długości okresu aktywności zawodowej, wpływ kurczącego się zasobu pracy na dynamikę PKB może sięgać w przyszłości nawet -1 pkt proc.

Wcześniejsza emerytura to również więcej osób pobierających świadczenia oraz mniej tych, którzy je finansują. Z szacunków ZUS uwzględniających przesunięcie środków z otwartych funduszy emerytalnych (OFE) do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS) w ramach mechanizmu tzw. suwaka bezpieczeństwa, wynika, że do 2020 r. wpływ na saldo repartycyjnej części systemu sięgnie -13,7 mld zł rocznie w cenach stałych z 2014 r.

Nie jest to wprawdzie kwota, która doprowadziłaby do załamania polskich finansów publicznych, jednak nie można jej także bagatelizować, zwłaszcza uwzględniając niewielką przestrzeń fiskalną, jaka pozostaje po uwzględnieniu reguł wynikających z europejskiego Paktu stabilności i wzrostu.

W odleglejszej perspektywie czasowej (po 2050 r.) przywrócenie starego wieku emerytalnego będzie miało– jak wynika ze wspomnianej prognozy – pozytywny wpływ na saldo funduszu emerytalnego w FUS, ale stałoby się tak na skutek spadku wysokości wypłacanych emerytur.

Konsekwencje dla ludzi

Wydłużanie okresu pracy zawodowej jest w takich warunkach wręcz nieuchronne. W przeciwnym razie emerytury musiałyby zmaleć do niemożliwych do zaakceptowania poziomów lub też coraz mniej liczni pracujący musieliby zostać obciążeni podatkami i składkami w wielkości niemożliwej do udźwignięcia, co wywołałoby kolejną falę emigracji.

Wysoko%C5%9B%C4%87 emerytury w relacji do podstawy wymiaru sk%C5%82adki wiek 22 lata Zakończmy spór o wiek emerytalny jego likwidacją

Wysokość emerytury w relacji do podstawy wymiaru składki (wiek 22 lata)

Zwolennicy powrotu do starego wieku emerytalnego na ogół tego nie negują, również dostrzegając taką konieczność. Jednocześnie mają jednak zastrzeżenia do trybu, w jakim wprowadzano zmiany wydłużające wiek emerytalny.

Niestety, możliwości dłuższej pracy mogą okazać się nieadekwatne do rosnących potrzeb. Od 2008 r. długość dalszego życia w zdrowiu mężczyzn i kobiet zmienia się jedynie nieznacznie. W takiej sytuacji rośnie ryzyko, że po wydłużeniu wieku emerytalnego będą musiały kontynuować pracę osoby z przewlekłymi schorzeniami istotnie utrudniającymi dalsze utrzymywanie aktywności zawodowej.

Co więcej, doświadczenia m.in. Stanów Zjednoczonych pokazują, że długość życia wydłuża się przede wszystkim w odniesieniu do zamożniejszych i lepiej zarabiających osób. Można na tej podstawie argumentować, że wydłużanie wieku emerytalnego jest niesprawiedliwe wobec nisko wynagradzanych pracowników. Jeszcze bardziej skraca bowiem okres pobierania przez nich świadczeń, a ponadto wysokość ich emerytury jest zaniżana ze względu na stosowanie w relacji do nich zawyżonej długości dalszego oczekiwanego dalszego trwania życia przy danym wieku.

Ponadto osoby pracujące fizycznie zazwyczaj wcześniej rozpoczynają pracę zawodową ze względu na krótszy okres edukacji. To właśnie w ich przypadku kontynuowanie pracy np. do 67. roku życia jest najtrudniejsze, gdyż wykonywanie takich zawodów po kilkudziesięciu latach nierzadko negatywnie odbija się na stanie zdrowia.

Sposoby rozwiązania

Jednym z możliwych sposobów rozwiązania tego problemu jest wprowadzenie postulowanego przez największe związki zawodowe kryterium okresu składkowego uprawniającego do pobierania świadczenia jeszcze przed osiągnięciem ustawowego wieku emerytalnego. Pozwalałoby to osobom wcześnie rozpoczynającym aktywność zawodową, które bez większych przerw przepracowały odpowiednio długi okres, na odejście na emeryturę w bardziej adekwatnym momencie.

Połączenie takiego rozwiązania z przywróceniem starego wieku emerytalnego – jak chciałyby ogólnopolskie centrale związkowe – generowałoby jednak zwielokrotnione obciążenia dla finansów publicznych, przez co rząd z góry wyklucza możliwość jego wprowadzenia w życie.

Niezależnie od tego nadal trwa (przynajmniej w momencie pisania tych słów) poszukiwanie takiego modelu zmian w systemie emerytalnym, który stanowiłby realizację podjętych zobowiązań oraz wychodziłoby naprzeciw oczekiwaniom wyborców popierających program, którego elementem była obniżka ustawowego wieku emerytalnego, a jednocześnie minimalizowałby zagrożenia związane z prostym odwróceniem zmian wprowadzanych od 2013 r.

W najnowszym Wieloletnim Planie Finansowym Państwa sugerowano możliwość wstrzymania dalszego podnoszenia wieku emerytalnego oraz jego utrzymania na poziomie 61 lat dla kobiet oraz 66 lat dla mężczyzn. Przy okazji opracowywania założeń budżetu państwa na przyszły rok oraz kształtowania wskaźnika wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej wyjawiono rozważaną koncepcję powiązania prawa do świadczenia ze stażem składkowym.

Ma być to kryterium, które musi zostać spełnione łącznie z innymi warunkami. Oznaczałoby to, że jedynie osoby, które przepracowały 35 lat w przypadku kobiet oraz 40 lat w odniesieniu do mężczyzn, mogłyby przechodzić na emeryturę w wieku 60 lub 65 lat.

Analizy możliwych wariantów prowadzone w odpowiedzialnych za to resortach sprawiły, że znacząco opóźnił się termin, w jakim rząd zajął stanowisko wobec skierowanego do Sejmu prezydenckiego projektu nowelizacji ustawy o emeryturach i rentach z FUS.

Aby przeciąć ten węzeł gordyjski i zakończyć destrukcyjny spór o ustawowy wiek przechodzenia na emeryturę, należy uciec do przodu i wyjść poza kategorię wieku emerytalnego. W nowym systemie zdefiniowanej składki, jaki został wprowadzony w 1999 r., nie jest ona niezbędna – a budzi wiele niezdrowych emocji. Skoro odeszliśmy od odgórnego określania wysokości emerytur, czyli zdefiniowanego świadczenia, możemy także przestać odgórnie wyznaczać obowiązujący każdego wiek emerytalny.

Istotą nowego polskiego systemu emerytalnego jest to, że otrzymamy z niego z tyle, ile wcześniej do niego wpłacimy. Emerytura nie jest związana wyłącznie z samym faktem opłacania składki, lecz również z jej wysokością. To tworzy motywację do podejmowania legalnej pracy w formie prawnej podlegającej ubezpieczeniu społecznemu i do ujawniania swojego pełnego dochodu.

System nie obiecuje cudów, tylko tyle, ile leży w jego możliwościach. Wielkość zobowiązań emerytalnych odpowiada zdolnościom ich finansowania. Tak zwana dziura w ZUS wynika głównie z tego, że niemal 85 proc. obecnych emerytów wciąż funkcjonuje w starym systemie, który jest stopniowo wygaszany.

Wysokość świadczenia po reformie to po prostu suma wpłaconych składek, odpowiednio zwaloryzowanych przez wszystkie wcześniejsze lata, podzielona przez wyrażoną w miesiącach oczekiwaną długość dalszego trwania życia w momencie przejścia na emeryturę. Świadomość tego faktu wśród przyszłych emerytów jest jednak wciąż alarmująco mała.

Wysokość emerytury w relacji do podstawy wymiaru składki (wiek 18 lat)

Tymczasem każdy kolejny rok pracy w automatyczny sposób wpływa na podniesienie wysokości emerytury o ok. 10 proc. Odejście od ustawowego wieku emerytalnego, połączone z poprawą skuteczności ZUS w informowaniu ubezpieczonych o tym fakcie (uwzgledniającym ich indywidualne przypadki oraz konsekwencje dokonanych przez nich wyborów) mogłoby lepiej im to uświadomić.

Wysoko%C5%9B%C4%87 emerytury w relacji do podstawy wymiaru sk%C5%82adki wiek 18 lat 550x481 Zakończmy spór o wiek emerytalny jego likwidacją

W koncepcji całkowitego zniesienia wieku emerytalnego kryje się jednak pewna pułapka. Gdybyśmy mogli przechodzić na emeryturę po jednym roku lub choćby dniu pracy, oznaczałoby to de facto możliwość wycofania się z – teoretycznie obowiązkowego – systemu emerytalnego. Urok emerytury po roku pracy nie tkwi w jej mizernej wysokości, lecz w tym, że jako młody świadczeniobiorca nie musimy już opłacać składki emerytalnej, odpowiadającej 19,52 proc. wynagrodzenia brutto.

Aby utrzymać w takiej sytuacji istnienie państwowego systemu emerytalnego, konieczne byłoby więc wprowadzenie zakazu pracy dla osób pobierających emeryturę. To nie jest jednak idealne rozwiązanie – wylewałoby ono bowiem dziecko z kąpielą. Nie ma potrzeby, by zmuszać dorabiającego w ograniczonym zakresie 70-letniego emeryta do rezygnacji z całości lub przynajmniej części świadczenia.

Jest lepszy sposób na wybrnięcie z tej sytuacji. Należy przyjąć założenie, że przejście na emeryturę będzie możliwe wtedy, gdy wypracuje się świadczenie w pewnej minimalnej wysokości. Aby niepotrzebnie nie faworyzować lepiej zarabiających, nie powinna ona być określona kwotowo, lecz w relacji do wynagrodzenia. Stopa zastąpienia też nie byłaby najlepszym punktem odniesienia ze względu na to, że wysokość ostatniej pensji może podlegać znacznym wahaniom.

Najlepiej byłoby określić wysokość emerytury w relacji do indywidualnie określonej średniej podstawy wymiaru składki z całego dotychczasowego lub przynajmniej odpowiednio długiego okresu zatrudnienia, wprowadzając w stosunku do niej próg w pewnej wysokości, który uprawniałby do rozpoczęcia pobierania świadczenia.

Oznaczałoby to co prawda istnienie pewnej formy wieku emerytalnego o tyle, że nie byłoby możliwe natychmiastowe przejście na emeryturę, ale – jak już wskazano powyżej – określenie jakichś warunków prawa do emerytury jest koniecznością. Ponadto taki „wiek emerytalny” elastycznie dostosowywałby się do istniejących warunków demograficznych i makroekonomicznych.

Wydłużanie przeciętnego okresu dalszego trwania życia powodowałoby konieczność dłuższej pracy. Przyspieszenie wzrostu płac oznaczałoby natomiast możliwość wcześniejszego przechodzenia na emeryturę.

Wyznaczanie wieku przechodzenia na emeryturę miałoby także mocno zindywidualizowany charakter. Osoby wcześnie podejmujące aktywność mogłyby wcześniej ją zakończyć dzięki temu, że odpowiednio długo opłacały składkę. To stanowiłoby zaś realizację postulatów zwolenników wprowadzenia kryterium stażowego. Można nawet wyobrazić sobie stosowanie w takim systemie tablic trwania życia uwzględniających specyficzną sytuację ubezpieczonego, zamiast jednej takiej samej dla każdego, jak ma to miejsce obecnie.

Wprowadzenie takich rozwiązań wymagałoby usprawnienia systemów informatycznych ZUS tak, aby mogły one na bieżąco kalkulować indywidualną ścieżkę dochodzenia ubezpieczonego do emerytury. Jest to wykonalne nawet przy stanie wiedzy technicznej sprzed 15 lat.

Poza większą elastycznością i tworzeniem dodatkowej motywacji do dłuższej pracy taki system nie wzbudzałby również tak silnych jak obecnie emocji społecznych i politycznych. Wyzbycie się dyskrecjonalności w odniesieniu do emerytur sprawia, że mniej jest okazji do cyklicznego przeciągania liny pomiędzy poszczególnymi stronami.

Dlatego też poza odgórnym wyznaczaniem wieku emerytalnego należy również zrezygnować z dyskrecjonalnego ustalania wskaźnika waloryzacji emerytur, uzależniając go wyłącznie od wskaźników ściśle powiązanych z możliwościami finansowymi systemu – tak jak ma to miejsce obecnie w przypadku waloryzacji składki w I filarze, która odpowiada dynamice przypisu składki. Nie jest bowiem dobrze, gdy bieżące przesłanki determinują decyzje mające konsekwencje w perspektywie 20-letniej.

Oczywiście w takim przypadku wciąż dyskrecjonalny charakter miałaby minimalna relacja świadczenia do przeciętnej podstawy wymiaru składki. Można jednak przypuszczać, że postulat obniżenia minimalnej emerytury – bo tak musiałby on przecież zostać wyrażony – nie zyskałby szczególnie dużej społecznej aprobaty.

Tak więc gdyby to zależało ode mnie, to doprowadziłbym do zlikwidowania ustawowego wieku emerytalnego oraz zastąpienia go elastycznym, zindywidualizowanym kryterium przyznawania prawa do emerytury opartym na relacji świadczenia względem przeciętnej podstawy wymiaru składki.

Taki system emerytalny działałby niejako na autopilocie, samoczynnie dostosowując się do przemian demograficznych i ekonomicznych. Nie wymagałby on tym samym bieżących interwencji ze strony egzekutywy i legislatywy. Stanowiłoby to swego rodzaju domknięcie reformy emerytalnej z 1999 r.

Łukasz K. Kozłowski

Autor jest doktorantem Szkoły Głównej Handlowej.
Artykuł brał udział w tegorocznej edycji konkursu Obserwatora Finansowego ”Gdyby to zależało ode mnie, to…”

Otwarta licencja Zakończmy spór o wiek emerytalny jego likwidacją