Dokąd zmierzają Otwarte Fundusze Emerytalne?

ad new Dokąd zmierzają Otwarte Fundusze Emerytalne?Rosnące zadłużenie naszego kraju, mizerny wzrost gospodarczy bez specjalnych perspektyw na spektakularną poprawę tej sytuacji, wysokie bezrobocie oraz coraz wyższe podatki to stan obecny naszej gospodarki, który z pewnością nie daje zbyt wielu powodów do optymizmu. Jak to często bywa w takich sytuacjach, które określamy mianem kryzysowych, rozpoczyna się również wyścig o to kto, na kogo i jak skutecznie będzie potrafił zrzucić winę za zaistniałą sytuację. W przypadku polityków jest raczej rzeczą prostą do wykazania, że odpowiedzialny za taki, a nie inny stan naszego kraju jest zawsze ten, który rządził wcześniej. Mimo ogromnych wysiłków, zaangażowania, najwyższego profesjonalizmu, niezachwianej wiary oraz bezbłędnej skuteczności, to i tak nie uda się naprawić tego co poprzednicy zepsuli, roztrwonili i zmarnowali.

Dla urozmaicenia od czasu do czasu winnego można poszukać w innym miejscu, zwłaszcza jak się ma w tym własny interes. Rządowy raport dotyczący funkcjonowania systemu emerytalnego chyba wszystkich zaskoczył swoją retoryką, obciążając winą za obecny stan polskiej gospodarki, a szczególnie za zadłużenie naszego kraju – otwarte fundusze emerytalne. Okazuje się bowiem, że to nie dziurawy, pełny absurdalnych przywilejów system emerytalny, który spowodował, że aktualnie mamy najmłodszych emerytów w Europie i wydaliśmy na ten luksus w ciągu dwudziestu lat kilkaset miliardów złotych, to nie długotrwały kryzys gospodarczy obniżający nam PKB, a więc i podatki odprowadzane do budżetu, ani też żaden mityczny układ, który ponoć został odkryty kilka lat temu w Polsce przez polityków konkurencyjnej partii nie jest winny ogromnemu zadłużeniu naszego państwa. Wszystkiemu winne są otwarte fundusze emerytalne oraz fakt, że do tych funduszy odprowadza się składki, które mogły zasilać ZUS. Czytając powyższy raport można odnieść wrażenie, że gdyby nie było reformy emerytalnej to wówczas zadłużenie naszego kraju byłoby dużo niższe. Obligacje oferowane inwestorom zagranicznym schodziłyby jak ciepłe bułeczki po minimalnym dla Skarbu Państwa koszcie odsetek a Polska mogłaby dalej podążać ku świetlanej przyszłości z niegasnącym wizerunkiem już nie tylko zielonej, ale może nawet i różowej wyspy.

Trzydzieści lat temu jeden ze znanych amerykańskich polityków, Jack Kemp powiedział, że to w co rząd inwestuje pieniądze – tego ma więcej. Jeżeli rząd wydaje na uzbrojenie, ma więcej wojska i silniejszą armię, jeżeli więcej wydaje na drogi, ma autostrady i dobrą infrastrukturę, jeżeli więcej wydaje na zasiłki socjalne, czyli biedę, to ma więcej ubóstwa i ludzi żyjących na garnuszku państwa… Idąc tym tropem przyjrzyjmy się temu na co wydają pieniądze otwarte fundusze emerytalne i czego mamy dzięki temu więcej. W uproszczeniu 60 procent wydają na obligacje skarbu państwa. Pozostała kwota zasila polski rynek kapitałowy. Efekt? Zwiększenie kapitalizacji polskiej giełdy z 4 do 400 miliardów PLN, która tym samym stała się jedną z największych w Europie i największą w naszym regionie. To również setki firm, które pozyskały kapitał na rozwój, wśród których są podmioty odnoszące spektakularne sukcesy międzynarodowe (LPP, CCC i inne). To również miliardy z podatków, które wpływają do budżetu z tytułu działalności tych firm, kilkaset instytucji finansowych działających na naszym rynku kapitałowym za pośrednictwem giełdy, tysiące zatrudnionych ludzi w tych instytucjach, dodajmy dobrze zarabiających, a więc odprowadzających znaczące podatki. Sama GPW SA, spółka, której głównym akcjonariuszem jest Skarb Państwa jest warta obecnie ponad 1,5 miliarda PLN.

Dzisiaj jesteśmy świadkami frontalnego i bezprecedensowego ataku na ten jakże pożytecznie skonstruowany system emerytalny. Swoją wymową i retoryką przypomina on ujadanie najbardziej populistycznych i nieodpowiedzialnych środowisk, a przecież wywodzi się z partii mającej wysokie aspiracje polityczne i poparcie jakby nie było wielu elitarnych środowisk naszego kraju. To kierunek, który w efekcie zwiększy zadłużenie wobec przyszłych pokoleń dając krótkoterminowy oddech w postaci „niższego długu”. Będzie on tylko i wyłącznie korzyścią moralną i wirtualną, bo realnie, pieniądze zapisane w ZUS-ie – trzeba będzie i tak oddać przyszłym emerytom i to w wyższej wysokości niż te mitycznie oprocentowane obligacje połączone z kosztami systemu II filarowego. Bez dynamicznego wzrostu polskiej gospodarki, którą zamiast rozwijać, dobija się takimi działaniami, oddawać emerytom nie będzie po prostu z czego. Retoryka, w której winnego szuka się tam, gdzie są pieniądze i kogo można „oskubać” na dłuższą metę nie przyniesie korzyści dla nikogo. Rok temu „winnym” był KGHM, który wygenerował za duże zyski i tymi zyskami musiał się podzielić z budżetem, tak jakby do tego budżetu nie odprowadzał rocznie i tak już kilka miliardów złotych podatków z różnych tytułów. Teraz kolejnym „winnym” są otwarte fundusze emerytalne, które trzeba pozbawić tych blisko 300 miliardów aktywów. A przecież za kolejne dwadzieścia lat niewydrenowany z gotówki KGHM mógłby być po kolejnych przejęciach największym producentem miedzi na świecie, a otwarte fundusze inwestycyjne byłyby instytucjami finansowymi należącymi również do największych na świecie, zarządzającymi już nie miliardami, tylko bilionami złotych. Nie trzeba być wielkim ekspertem, żeby widzieć ogromne korzyści z tego tytułu dla naszego państwa i narodu. Korzyści, których w skutek krótkowzroczności naszych polityków raczej się nie doczekamy.

Andrzej Dadełło – inwestor, ekonomista, właściciel Grupy Kapitałowej DSA