10 kłamstw na temat OFE, część 1

liar-3-wwwOtwarte Fundusze Emerytalne miały przynieść Polakom przynajmniej godną emeryturę. Wszyscy w to wierzyliśmy i były ku temy przesłanki. Polubiliśmy OFE także dlatego, że obiecywały możliwość dziedziczenia zgromadzonych środków. Czegoś, czego nie ma w ZUS. Dziś niczego nie możemy być do końca pewni. Dziś OFE są „wycinane” przez rząd, atakowane przez niektóre autorytety. Być może nawet zostaną zlikwidowane. Chociaż polecamy samodzielne oszczędzanie na emeryturę, to jednak nie możemy przejść obojętnie wobec kłamliwych argumentów, za pomocą których walczy się z OFE. To w końcu miały być prywatne oszczędności Polaków na starość. Poniżej 5 z 10 najpopularniejszych kłamstw na temat II filara.

Kłamstwo nr 1: Niska efektywność OFE

Na naszej liście kłamstw rzekomo niska efektywność OFE nieprzypadkiem zajmuje 1 miejsce. Jest to bowiem najczęstszy argument przeciwników II filara. Tymczasem OFE mogą się pochwalić zupełnie przyzwoitymi wynikami, przy stosunkowo niskim poziomie ryzyka inwestycyjnego. W końcu OFE, z założenia, nie miały być funduszami agresywnego inwestowania. Pierwsze składki wpłacone w 1999 roku urosły przeciętnie o ponad 200 procent i to po uwzględnieniu pobieranych przez Towarzystwa Emerytalne opłat.

Żeby nie być posądzonymi o demagogię, weźmiemy jednak średnią stopę zwrotu przez te 13 lat. Okaże się, że fundusze pomnażały środki swoich klientów średnio w tempie 9,2% rocznie. Indeksacja na indywidualnych kontach w ZUS w tym samym czasie wyniosła co najwyżej 7,5% w skali roku (dokładny wynik będziemy znać w czerwcu br). Dodajmy do tego (trzeba by powiedzieć raczej – odejmijmy od tego) wirtualny charakter zgromadzonych w ZUS środków i ryzyko, że Państwo nie będzie ich mogło wypłacić, a argument o niskiej efektywności OFE runie jak domek z kart.

Kłamstwo nr 2: OFE są winne długowi publicznemu w Polsce

To w ciągu kilkunastu ostatnich miesięcy bardzo „modne” kłamstwo. Podobno gdyby całość składki emerytalnej trafiała do ZUS, Państwo nie musiałoby dopłacać do bieżących emerytur i zadłużenie Państwa nie rosłoby. Nie będziemy w tym miejscu szczegółowo omawiać, dlaczego takie rozwiązanie wystarczyłoby zaledwie na kilka lat, a potem mielibyśmy katastrofy ciąg dalszy.

Oto, co mówią liczby. Od początku reformy emerytalnej na rachunki członków OFE zostało wpłacone 186 mld zł. W tym samym czasie łączny deficyt finansów publicznych w latach 1999-2012 wyniósł 713 mld zł. Tak więc, OFE można teoretycznie „obwiniać” za 26% tej kwoty. Teoretycznie, gdyż należy pamiętać o pewnym założeniu reformy emerytalnej – niedobór składki, wynikający z powstania OFE miał być przecież pokrywany wpływami z prywatyzacji majątku państwowego. Przychody te przez 13 lat wyniosły ponad 124 miliardy złotych. Łatwo więc policzyć, że OFE można „obwinić” jedynie za 9% deficytu – niecałe 62 miliardy złotych.

Kłamstwo nr 3: Pieniądze w OFE nie są bezpieczne

Przeciwnicy OFE często argumentują, że środki zgromadzone w OFE nie są odporne na kryzysy na rynkach finansowych. W związku z tym emeryt może z otrzymać z II filara niewielką część, tego co wpłacił. Pomińmy w tym miejscu fakt, że obecnie sporą część aktywów fundusze – z konieczności – inwestują w rządowe obligacje, które do szczególnie ryzykownych papierów nie należą.

Pamiętajmy za to, że w długim okresie (przecież na emeryturę oszczędzamy przez kilkadziesiąt lat!) zdywersyfikowany portfel akcji i obligacji prawie na pewno da godnie zarobić – tak przynajmniej wskazuje cała historia rynków finansowych. Czy ktoś naprawdę zakłada, że przez kilkadziesiąt lat będziemy mieli miażdzącą przewagę kryzysów finansowych nad okresami prosperity? Czy gospodarka światowa nie będzie się rozwijać? Jeśli tak, to może lepiej zawczasu gromadzić zapasy żywności i budować schrony, a nie dyskutować o emeryturach…

Wydaje się, że zapisy na kontach w ZUS są o wiele mniej bezpieczne. Po pierwsze, są tylko wirtualne. Czy ktoś z Was dostaje jakieś wyciągi z ZUS ze stanem konta? Wiadomo, że rząd wydaje wszystko na bieżąco. Reszta to obietnica. Niczym nie poparta. Historia, w przeciwieństwie do inwestycji w OFE, świadczy tu tylko na niekorzyść. Co stanie na przeszkodzie przyszłym rządom zmienić za pięć, dziesięć czy dwadzieścia lat ustawę o ubezpieczeniach społecznych tak, by ograniczyć wysokość zobowiązań państwa? Na pewno będzie to o wiele prostsze niż wyparcie się obligacji skarbowych, które posiadają w portfelach OFE.

Kłamstwo nr 4: OFE pobierają horrendalne opłaty

Można się zgodzić, że na początku funkcjonowania OFE pobierały zbyt wysokie opłaty dystrybucyjne. Jednak teraz pobierają tylko około 0,3% rocznie za zarządzanie, co jest bardzo małą opłatą jak na fundusz inwestycyjny, w którym de facto każde OFE jest. A już w ogóle kosztów OFE nie ma co porównywać z kosztami funcjonowania ZUS, które są skandalicznie wysokie. ZUS wyłącznie ewidencjonuje i administruje składkami, utrzymując przy tym armię urzędników i wystawne siedziby w całej Polsce. Jest Urzędem Skarbowym Bis, którego sensu istnienia nie można racjonalnie wytłumaczyć.

OFE, przy wszystkich swoich wadach, przynoszą bardziej namacalne korzyści swoim członkom, posiadaczom akcji (są głównym graczem na GPW i stabilizują indeksy giełdowe), a także gospodarce. To też jest zmniejszenie kosztów, jakie ponoszą członkowie OFE. Gdzieś tracimy, gdzie indziej wszyscy zyskujemy.
A jakie są dodatkowe korzyści z funkcjonowania ZUS?

Kłamstwo Nr 5: Nie stać nas na system kapitałowy

Jest takie przewrotne powiedzenie: Biednego nie stać na tanie rzeczy. Nie jesteśmy bogatym społeczeństwem. Nie stać nas na ciągłe dopłacanie do czegoś, co jest wadliwe i starczy tylko na chwilę. Czego nie da się nawet naprawić. Summa summarum, lepiej zrobić wszystko, by – nawet zaciskając przez jakiś czas pasa – zaopatrzyć się w rzecz nieco droższą, ale solidną. Taką która starczy na długie lata. I którą będziemy mogli przekazać następnym pokoleniom.

Z raportu Komisji Europejskiej wynika, że w 2060 roku łączna emerytura ma wynieść w Polsce 22% ostatniego wynagrodzenia. Widać wyraźnie, że przyszłe emerytury, ze względu na pogarszającą się w Polsce sytuację demograficzną, będą niskie.

Ale jeżeli postawimy wyłącznie na ZUS, będą jeszcze niższe – wręcz katastrofalnie niskie. Chyba więc więc lepiej koszty starzenia się społeczeństwa ponosić już teraz, zamiast przerzucać je w całości na następne pokolenia? Podsumowując: nie stać nas, owszem, ale na niewydolny i marnotrawny system oparty na ZUS.

cdn

Krzysztof Duda (COE), Rzeczpospolita, onet.pl