Całkowita likwidacja OFE?

dekonstrukcja ok 150x150 Całkowita likwidacja OFE?Dwa lata temu rząd zmarginalizował działalność OFE, przekazując większą część składki do ZUS. Kolejny etap „reformy” zakłada całkowite zawieszenie przekazywania składek do OFE oraz przeniesienie do ZUS środków, które do tej pory zgromadziliśmy na kontach w OFE. To oznacza de facto całkowitą likwidację oszczędności w drugim filarze.

Obecny system emerytalny oparty na ZUS sypie się na naszych oczach. ZUS nie jest w stanie zapewnić sobie takich przychodów, które umożliwiłyby wypłatę emerytur na realnie, już nawet nie rosnącym, ale tylko stałym poziomie. Stopa zastąpienia (czyli wartość obrazująca jaką część ostatniej pensji stanowi nasza emerytura) systematycznie maleje i wynosi obecnie jedynie 48%. W najbliższych latach wartość ta spadnie prawdopodobnie do poziomu zaledwie 25%. Pomimo to ZUS jest i tak permanentnie deficytowy a deficyt ten z roku na rok rośnie.

Jaki jest powód tych problemów? Demografia. Mamy coraz więcej emerytów i jednocześnie coraz mniej ludzi pracujących. Coraz więcej osób pobiera świadczenia i jednocześnie coraz mniej jest tych, którzy system finansują poprzez ściągane z nich pod przymusem składki. W Polsce mamy jeden z najniższych wskaźników przyrostu naturalnego na świecie (112 miejsce na 120 sklasyfikowanych państw). Polska wymiera i w przyszłości nie będzie komu płacić składek. Sytuację pogarsza fakt, iż Ci, którzy jeszcze mogliby je płacić, masowo wyjeżdżają z kraju. Prawie 3 miliony młodych ludzi w wieku produkcyjnym wyjechało z Polski i wspiera obecnie swoimi składkami systemy emerytalne Wielkiej Brytanii, Irlandii i Niemiec.

Problem emerytur w Polsce jest zatem problemem systemowym. System jako taki wali się u podstaw i trzeba go najzwyczajniej w świecie zamienić na inny. Nie wystarczy tu zwykła kosmetyka i reperowanie pojedynczych szczegółów.

Co tymczasem robi nasz rząd? Do kwietnia 2011 r. do Otwartych Funduszy Emerytalnych trafiała składka w wysokości 7,3% naszych zarobków. Od maja 2011 r. ta składka została drastycznie obcięta do zaledwie 2,3%. Pozostałe 5,0%, zgodnie z wolą rządu od 2 lat trafia do ZUS. Ta decyzja miała uratować ZUS przed zapaścią. Jak mówił wówczas premier Tusk:

„Wprowadzając zmiany w systemie emerytalnym ratujemy go przed finansową katastrofą”

„Efektem zmian będzie nie tylko utrzymanie domniemanej wysokości emerytury, ale nawet szansa na to, że będzie nieco wyższa dzięki większej stopie zastąpienia. Emerytury na pewno nie będą niższe w skutek tych zmian”

„Wprowadzenie zmian oznacza, że do 2020 roku Polska będzie musiała pożyczyć o 190 miliardów złotych mniej”

Niestety, zaklęcia odprawiane nad obłożnie chorym systemem nie sprawiły, że pacjent wyzdrowiał. Nie pomogły też okłady z dodatkowej gotówki wyrwanej od OFE. Wręcz przeciwnie. Pacjent zaniemógł jeszcze bardziej niż dotychczas. Zadłużenie naszego kraju nie maleje. Dług publiczny rośnie cały czas w zastraszającym tempie (Edward Gierek zadłużył Polskę na 20 mld USD co stanowiło 10% ówczesnego PKB Polski, obecny rząd zadłużył Polskę na 300 mld USD co stanowi 48% obecnego PKB Polski). Nie poprawiło to też sytuacji ZUSu, który generuje w kasie wciąż rosnący deficyt i, jak co roku, wyciąga rękę po rządową kroplówkę.

W rok po rozboju dokonanym na OFE, rząd postanowił więc dokonać kolejnej „reformy” systemu. Tym razem wydłużając wiek emerytalny do 67 lat. Kolejna „reforma” i kolejne zapewnienia premiera Tuska o świetlanej przyszłości:

„Bezpieczeństwo emerytur wymaga podniesienia wieku emerytalnego dla obu płci do 67 lat.”

„Jeżeli nie wydłużymy wieku emerytalnego, to przeciętna emerytura kobiet w 2040 r. będzie wynosiła 2062 zł, ale jeżeli kobiety będą pracowały dłużej – to średnia emerytura wyniesie 3411 zł, a jest to różnica o 65 proc.”

Właśnie mijają 2 lata od pierwszego skoku na kasę OFE i rok od podwyższenia wieku emerytalnego. Skutek? ZUS w agonii. Deficyt jak był, tak jest i stale się powiększa. W 2011 r. deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych wyniósł 16,6 mld zł. W 2012 r. był jeszcze większy i osiągnął wartość 17,7 mld zł. ZUSowi cały czas brakuje pieniędzy. Doraźne metody okazały się nic nie warte. Zwykłe pudrowanie syfu. Ale rząd ma już kolejny pomysł. OFE można przecież wydrenować do końca.

W tym miejscu przypomnijmy, iż rząd obniżając 2 lata temu składkę do OFE (z 7,3% do 2,3%) i przenosząc 5% do ZUS, zapewniał że jest to sytuacja przejściowa i już od 2013 r. składka do OFE zacznie z powrotem wzrastać. W ustawie zapisano więc, iż od 2013 r. składka do OFE ma ponownie wzrastać – poczynając od 2,8% w 2013 r., by w 2017 r. osiągnąć 3,5%. Tym samym, do ZUS przekazywane było by nie 5%, a jedynie 3,8%.

Mamy więc rok 2013. Słowo się rzekło, kobyła u płotu. Składka OFE wynosi 2,8%. Najwyraźniej jednak obietnica zaczęła władzę mocno uwierać. Nie minęły bowiem dwa miesiące roku 2013, a rząd zaczyna ponownie majstrować przy OFE. Już wkrótce przedstawiona zostanie nowelizacja przepisów o funduszach emerytalnych. Zgodnie z niedawnymi zapowiedziami, OFE mają być wydrenowane jeszcze bardziej. Rząd rozważa bowiem całkowite zawieszenie przekazywania składek do OFE. Całość naszych pieniędzy trafiała by więc do ZUS. Ale to nie wszystko. Kolejny rządowy pomysł polega na tym, aby nie tylko zablokować dopływ nowych środków do OFE, ale również odebrać funduszom środki, które zgromadziły do tej pory. Całą naszą emeryturę miałby więc wypłacać ZUS. Rząd uzgadnia właśnie czy to „przeniesienie” miało by następować jednorazowo czy też odbywało by się stopniowo, przez kilka lat.

Strona 1 z 212